| |
JAK TPD
POMOGŁO MI W ŻYCIU
Dzięki
pomocy Ogniska, jestem na prostej drodze życia
Do Ogniska
zaczęłam uczęszczać będąc uczennicą klasy drugiej szkoły podstawowej.
Skierowała mnie tu pani pedagog ze szkoły, ponieważ miałam duże trudności w
nauce, a babcia, która była moją rodziną zastępczą, nie mogła mi pomóc. W
Ognisku czułam się bardzo dobrze. Zawsze miałam odrobione lekcje, nikt na mnie
nie krzyczał i mogłam rozwijać swoje uzdolnienia plastyczne. Do domu wracałam z
drżącym sercem, bo mama ciągle była pijana i robiła awantury. W Ognisku
otrzymywałam pomoc i wsparcie. Dużo było tu imprez i uroczystości, na które
przychodzili ważni goście, a ja występowałam w przedstawieniach i w chórku.
Miło wspominam święta, nasze spotkania wigilijne i wielkanocne, jak również
nasze wycieczki. Dzięki pomocy Ogniska, jestem na prostej drodze życia. Mama już
nie żyje, zmarła tragicznie. Ja zdobyłam zawód fryzjerki i mieszkam nadal z
babcią. Często odwiedzamy Ognisko, bywamy na ogniskowych uroczystościach i
pomagamy dzieciom w miarę naszych możliwości.
Monika z Warszawy
Ognisko na
Targówku
Ognisko TPD na Pradze Północ pomogło mnie i mojemu bratu
Odkąd pamiętam,
na moim podwórku gromadzili się pijani ojcowie, wyczekujący na okazję wypicia
kolejnej „działki” alkoholu. Mój ojciec nie unikał tego towarzystwa. Nasza
rodzina wstydziła się tego. Pamiętam, że często siadałam w kącie pokoju i głośno
szlochałam. Stawałam, się coraz bardziej skryta, bojaźliwa, unikałam spotkań z
rówieśnikami. Podobnie było z moim bratem. Pewnego dnia pojawiła się w naszym
budynku informacja o uruchomieniu Ogniska Wychowawczego TPD. Pomyślałam, że
jest to wielka szansa dla mojego brata. Kiedy został tam przyjęty i opowiadał mi
o życiu w Ognisku, cieszyłam się, że odpoczywa tam od domowych awantur i może
spokojnie odrabiać lekcje. Wkrótce i mnie przyjęto do Ogniska. Nigdy nie zapomnę
dnia, w którym zrozumiałam, że są na świecie ludzie, którzy potrafią przyjść z
pomocą takim dzieciom jak my. W Ognisku z dnia na dzień pozbywałam się
kompleksów. Zajęłam się nauką i zdawałam z klasy do klasy. Zrozumiałam, że nie
jestem najgorsza. Wspólnie z bratem cieszyliśmy się, że znaleźliśmy to
właściwe miejsce w naszym dziecięcym życiu. Jestem już dorosłą , samodzielną
osobą. Po ukończeniu szkoły zawodowej wyszłam za mąż. Mam śliczną córeczkę.
Myślę, że moja córka nie będzie musiała szukać szczęścia poza domem rodzinnym.
Ania z
Pragi Północ w Warszawie
Byłem wychowankiem Ogniska
TPD w Warszawie , ul. Bracka 23
Z Ogniskiem TPD przy ul. Brackiej w
Warszawie związałem się, gdy moi rodzice mówili o rozstaniu się, a ja miałem
coraz słabsze oceny w nauce. Po przyjściu do Ogniska, dużo się zmieniło w moim
życiu. Przede wszystkim korzystałem z fachowej pomocy wychowawców oraz dostępu
do pracowni komputerowej. Tutaj mogłem też aktywnie odpoczywać. Lubiłem grać z
kolegami w tenisa stołowego, chętnie też uczestniczyłem w różnych innych
zajęciach, np. plastycznych czy muzycznych. W Ognisku poznałem wspaniałych
wychowawców, którzy pokazywali mi inny lepszy świat. Zawdzięczam im bardzo
wiele i nie wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie bez tego miejsca i bez
tych ludzi. Oni traktują każde dziecko z serdecznością. W pewnej chwili
zrozumiałem ,że Ognisko stało się dla mnie drugim domem, w którym czułem się
bezpieczniej i beztrosko niż w rodzinnym domu. Obecnie studiuję w Wyższej Szkole
Promocji na kierunku zarządzanie zasobami ludzkimi. Jednocześnie ,w ramach
podziękowania za wszystko co otrzymałem od TPD, staram się, w ramach moich
możliwości pomagać naszym ogniskowym dzieciom.
Przemek
Keler- Warszawa
Ze wzruszeniem wspominam życie w Ognisku TPD w
Małkini
Miałam zaledwie 6 lat,
kiedy zostałam wychowanką Ogniska TPD w Małkini. Teraz mam19 lat, jestem
uczennicą klasy trzeciej Technikum Gastronomicznego i ze wzruszeniem te
ogniskowe lata. Ognisko było mi miejscem bardzo bliskim, traktowałam je jak mój
dom, bo tu spędzałam dużo czasu, tu się bawiłam, odrabiałam lekcje i byłam
pewna, że zawsze ktoś nade mną czuwa. Tymi osobami były nasze wspaniałe
opiekunki, Pani kierownik i Wychowawczynie, bez których nie dalibyśmy sobie
rady. Nasze Panie były bezustannie naszymi opiekunkami, w ciągu całego roku
szkolnego, a także w czasie wakacji. Wtedy dzień wypełniony był mnóstwem
ciekawych zajęć, odbywało się wiele wycieczek i wyjazdów na obozy. Jak w każdej
rodzinie ,zdarzały się u nas drobne konflikty, ale szybko szły w niepamięć, bo
nasze Panie błyskawicznie rozwiązywały sporne sprawy. Na zakończenie pragnę
wyrazić swoje marzenie. Chciałabym, aby wszystkie ogniskowe dzieci tak się czuły
w Ognisku, jak ja się tu czułam, aby się śmiały i bawiły ,jak ja się tu bawiłam,
a w przyszłości, aby tak wspominały życie w Ognisku, jak ja je teraz ze
wzruszeniem wspominam.
Justyna
D.
Ognisko TPD w Maszewie
pomogło mi w usamodzielnieniu się
Do Ogniska TPD w Maszewie zacząłem uczęszczać w 1998 roku. Zachęciła mnie do
tego Pani Pedagog i Pani Basia z mojej szkoły. Po pierwszej wizycie w Ognisku
stwierdziłem, że to miejsce nie jest dla mnie, więc opuszczałem zajęcia. Po
pewnym czasie, gdy do Ogniska zaczęli uczęszczać moi koledzy , postanowiłem
chodzić razem z nimi. Początkowo było trudno przystosować się do panujących w
Ognisku reguł. Z czasem było coraz łatwiej i lepiej, zacząłem więc chodzić
systematycznie, tu odrabiać lekcję, rozwijać swoje zainteresowania. W roku 2001
udało się założyć grupę taneczną BREAK DANCE. Tutaj mogliśmy ćwiczyć i podnosić
swoje umiejętności taneczne. Po roku wyjechaliśmy na międzynarodowy festiwal do
Niemiec, na którym reprezentowaliśmy nasze Ognisko TPD Maszewo. Muszę
podkreślić, że Ognisko TPD pomogło mi w usamodzielnieniu się. Ze względu na
trudną sytuację rodzinną ( nie miałem możliwości wspólnego mieszkania z
rodziną). Zarząd TPD załatwił mi wynajęcie osobnego pokoju, zacząłem mieszkać
sam i dzięki temu miałem lepsze warunki do życia i nauki. Podkreślam też, że
moi Opiekunowie z TPD zaufali mi, a ja nie zaprzepaściłem danej ni szansy.
Teraz widzę, jak szczęśliwy był dla mnie ten dzień, w którym przekroczyłem próg
Ogniska i zostałem jego wychowankiem. Dzięki TPD ukończyłem szkołę zawodową,
później średnią i uzyskałem maturę .Teraz uczę się w policealnym Studium w
Szczecinie . Mam 22 lata. Ciągle odwiedzam moje Ognisko i –w miarę możliwości
pomagam wychowawczynią w pracy z dziećmi.
Grzegorz M.
Wiele spraw
załatwiamy, tak jak to się robiło w Ognisku
Byłam wychowanką Ogniska TPD w Warszawie. Ukończyłam szkołę podstawową i wyszłam
za mąż za kolegę z Ogniska. Do Ogniska przychodziłam chętnie i muszę powiedzieć,
że były to dla mnie szczęśliwe dni. Tutaj miałam swoje koleżanki i swoich
kolegów, z którymi się przyjaźniłam. Panie wychowawczynie pomagały likwidować
konflikty w rodzinie i w szkole. W Ognisku czuliśmy się bezpiecznie, i mieliśmy
poczucie ,że jest ktoś ,kto się o nas troszczy. Trzeba było widzieć, jak
wychowawczynie uczyły nas życia, pracy, ładu i porządku. Ta nauka pozostała mi
na zawsze w pamięci. Niezapomniane są okresy przeżywane przed Bożym Narodzeniem
i w czasie wieczerzy wigilijnej. Świąteczna atmosfera, życzenia przy dzieleniu
się opłatkiem, nasze występy, serdeczne rozmowy, to piękne chwile, których nigdy
nie zapomnę, a których teraz mi często brakuje. Mam córeczkę i męża, który jest
bardzo dobrym człowiekiem. Często opiekuje naszą czteroletnią Kasią Żyjemy
biednie, bo Olek mój mąż zarabia mało, a ja jestem bezrobotna. Wiele spraw w
naszej rodzinie załatwiamy tak ,jak to się robiło w Ognisku. Razem chodzimy na
spacery, najczęściej na ten sam plac zabaw w parku, gdzie jako dzieci bywaliśmy
po odrobieniu lekcji w Ognisku. Ostatnio mąż marzy o tym, żebyśmy latem
pojechali z córką nad morze i pokazali jej miejsca, do których przyjeżdżaliśmy
z naszymi opiekunami z Ogniska. Zawsze pamiętamy o wszystkich uroczystościach
rodzinnych i o naszych wychowawcach z TPD, dzięki którym wyszliśmy na ludzi.
Bożena
Z.
Jestem studentką trzeciego roku pedagogiki
Moi rodzice rozwiedli się.
Mieszkałam z mamą i młodszym bratem u dziadków. Dziadek pił i urządzał awantury.
Dzieciństwo wspominałabym źle, gdybym w wieku siedmiu lat nie zaczęła chodzić do
Ogniska TPD w Wołominie. Tutaj dostałam to wszystko, czego brakowało mi w domu.
Przede wszystkim dużo ciepła, spokoju, poczucia stabilności, a nawet uznania.
Okazało się, że mam zdolności gimnastyczne i zostałam członkiem grupy tanecznej.
Ten zespół pozwalał na liczne występy, a mnie dawał poczucie, że coś potrafię
robić dobrze. W Ognisku mogłam spokojnie przygotować się do zajęć w szkole, a
przez zabawę uczyć się nowych umiejętności i zdobywać nową wiedzę. Na licznych
wycieczkach poznawałam nasz kraj i nauczyłam się żyć w grupie. W Ognisku
nauczyłam się nie tylko brać, ale i dawać. Tutaj pomagaliśmy sobie nawzajem, a
nawiązane przyjaźnie do dziś owocują. Gdy spotykamy się, wspominamy te miłe
chwile z życia w Ognisku, które pomagały nam wówczas zapomnieć o domowych
kłopotach. Wartość tego, czego nauczyłam się wtedy, doceniam dopiero teraz,
kiedy jestem już dorosła, a są to wartości bezcenne. Po maturze dostałam się na
studia w Uniwersytecie Warszawskim. Jestem na trzecim roku Wydziału Pedagogiki i
cieszę się, że spełni się moje marzenie bycia nauczycielką i wychowawczynią
dzieci.
Alicja
C z Wołomina
Kończę
studia pedagogiczne i będę wychowawczynią
Jestem studentką pedagogiki. Właśnie piszę pracę licencjacką i wybrałam temat
dotyczący funkcjonowania środowiskowych ognisk wychowawczych TPD. Ten temat
jest mi bardzo bliski, bo sama byłam wychowanką Ogniska TPD w dzielnicy Warszawa
Ochota. Moja przygoda z TPD zaczęła się 10 lat temu. Byłam dziewczyną ze zwykłej
rodziny, w której nie było „bogato”. Latem 1996 roku, żeby nie biegać bez sensu
po podwórkach, zaczęłam uczęszczać do jednego z ochockich środowiskowych ognisk
wychowawczych TPD, które funkcjonowało w ramach tzw. akcji „Lato w mieście”.
Bardzo mi się podobało. Po wakacjach nadal przychodziłam do Ogniska . Tutaj były
ciekawe zajęcia i była pomoc w odrabianiu lekcji. Dużo było dzieci i kochane
wychowawczynie .Dziś miło wspominam ten okres, a to, robiły wychowawczynie w
pracy z nami, było wspaniałe. Wtedy zaczęłam snuć marzenie, ażeby być taką
„panią” czy „ciocią”, która jest zawsze otwarta na potrzeby dzieci. Do Ogniska
uczęszczałam przez dwa lata. Później, jako licealistka, postanowiłam tu wrócić,
bo wróciły też moje marzenia. Niestety zrobiłam się za „stara” na beztroską
zabawę, więc zaczęłam pomagać, stałam się wolontariuszką. Pokochałam pracę z
dziećmi, którym mogłam pomagać. Wtedy postanowiłam też wybrać studia
pedagogiczne i będę pracować z dziećmi, jako wychowawczyni.
Magdalena Zalewska – z Warszawy
Jestem sprzedawcą i studiuję zaocznie
hotelarstwo
Mam na imię Maciej. Byłem wychowankiem Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD
w Małkini Górnej na Mazowszu. Obecnie jestem sprzedawcą i studiuję zaocznie
hotelarstwo w Studium Ekonomicznym. Mój kontakt z TPD zaczął się kilkanaście lat
temu, gdy miałem 11 lat i uczęszczałem do szkoły podstawowej. W Ognisku TPD
przeżyłem wiele wspaniałych dni, które miło wspominam po dzień dzisiejszy, choć
mam już 25 lat. Tu, w Ognisku, można było skorzystać z pomocy wychowawców w
odrabianiu lekcji, jak również miło spędzić czas podczas zabaw i gier
przygotowanych przez opiekunów. Pamiętam, że gdy przychodziło się do Ogniska, to
odrabianie lekcji było na pierwszym miejscu, a później inne zajęcia. Bardzo
lubiłem brać udział w organizowanych wycieczkach, podczas których poznawaliśmy
historię zwiedzanych miejscowości i obyczaje mieszkających tam ludzi. Wśród
wielu zajęć, miło wspominam prace plastyczne. Wykonywało się wiele ciekawych
rzeczy , także tych związanych z przygotowaniem do różnych występów
artystycznych. Z doświadczenia wiem, że Ognisko TPD w Małkini Górnej jest
niezbędne . Tu nie wszystkie dzieci mają w swoich domach warunki do nauki i nie
wszystkie mogą poradzić sobie z nauką. Potrzebują pomocy ze strony nauczycieli-
wychowawców w Ognisku. Osobiście jestem bardzo, ale to bardzo wdzięczny
wszystkim prowadzącym i utrzymującym Środowiskowe Ognisko Wychowawcze w Małkini
Górnej. Tutaj od wielu lat jest dawana dzieciom miłość, radość i możliwość
zdobywania wiedzy, która owocuje w przyszłym życiu.
Maciej Socik- z Małkini
W ognisku TPD przy
Wileńskiej 55 w Warszawie nauczyłem się normalnie żyć
Byłem przez 11 lat
wychowankiem Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD w Warszawie, ul. Wileńska
55/57. Po ukończeniu szkoły zawodowej ,coraz rzadziej przychodziłem do Ogniska
,ale nigdy nie zapomnę tej placówki. Od czasu do czasu zaglądam tu szczególnie
wtedy, gdy coś ważnego u mnie się dzieje. Wtedy przybiegam, jak do najlepszej
rodziny, ażeby pochwalić się ważnym ,albo poradzić się, gdy mam problem.
Obecnie pracuję w sklepie. Początkowo zajmowałem się rozkładanie towarów na
stoiskach. Teraz pozwolono mi pracować w kasie. Uważam, że pracodawcy mają do
mnie zaufanie i jest to dla mnie awans. W grudniu wziąłem ślub z bardzo dobrą
dziewczyną. Marzę o tym, ażeby mieć własną rodzinę, może biedną, ale pełną.
Mówię o tym, bo mój dom rodzinny, moja rodzina –piszę ze smutkiem-błądziła i
błądzi Ja tak nie chcę żyć. Nie chcę pić. Nie chcę wyciągać ręki do opieki
społecznej o pomoc. Nie interesuje mnie też życie w konkubinacie. Na pytanie co
mi dało Ognisko?- odpowiadam: to, że jestem tym, kim jestem. Ognisko uświadomiło
mi, że w życiu dorosłym ważna jest praca. W Ognisku nauczyłem się, jak można
normalnie żyć, bawić się i wypoczywać. Często mijając budynek, w którym mieści
się Ognisko, patrzę w tamtą stronę z tęsknotą, bo tu mieszka moja ogniskowa
rodzina. Tu spędzony czas był najpiękniejszym czasem w moim dzieciństwie.
Dziękuję więc "Ciociom" i "Wujkowi " za to że tu są, że zawsze mogę tu
zajrzeć, że spotka mnie tu życzliwość i dobra rada.
Rafał K
Teraz ja opiekuję się dzieciakami
Gdyby nie
TPD na Pradze Południe w Warszawie nie mógłbym zajść tak daleko. Swoje życie w
Ognisku TPD przy ul. Grochowskiej w Warszawie rozpocząłem, gdy byłem w szkole
podstawowej. Panowała tu rodzinna atmosfera, więc przyjęto mnie bardzo
serdecznie.
Pani Kierownik i wychowawczynie pomagały mi w każdej sytuacji. Dzięki nim
zacząłem myśleć, jak człowiek dorosły, bo ktoś musiał przejąć część obowiązków
domowych, ażeby pomóc mamie. Wspominam wspólne odrabianie lekcji w Ognisku oraz
pomoc w przygotowaniach do klasówek w szkole. Dzięki temu osiągałem dobre wyniki
w nauce. Wspominam również wyjazdy na kolonie. Mogliśmy wtedy poznawać i
poszerzać wiedzę zdobywaną w czasie wycieczek. Skończyłem Szkołę Zawodową, jako
najlepszy absolwent. Zdobyłem zawód kucharz i zacząłem pracować w swoim
zawodzie. Postanowiłem uczyć się dalej zaocznie w Technikum Gastronomicznym.
Jestem słuchaczem ostatniego roku. Również jestem wolontariuszem w naszym
Ognisku TPD przy ul. Grochowskiej. Wiem, że mam dług wobec Towarzystwa
Przyjaciół Dzieci, które pomogło mi znaleźć właściwą drogę życia. Ostatnio
wspólnie z kolegą postanowiliśmy założyć Koło Sportowe „Grochów” dla dzieciaków
z Ogniska ,ażeby ich chronić, od złych wpływów „ulicy.”
Sylwek
Obydwie z
siostrą bliźniaczką dołączamy się do gratulacji
i podziękowań dla Opiekunów i Przyjaciół ze Świetlicy TPD
w Tomaszowie Mazowieckim
Mnie i moją siostrę Joasię
wychowuje nasza najstarsza siostra, która stworzyła nam rodzinę zastępczą. Do
świetlicy TPD uczęszczamy od siódmego roku życia ,od klasy pierwszej szkoły
podstawowej. Tutaj, przy pomocy Pań Wychowawczyń odrabiamy lekcję, tu zjadamy
podwieczorek i kolację i uczestniczymy we wszystkich świetlicowych zajęciach. Ja
lubię recytować śpiewać, biorę więc udział w każdej uroczystości. Ze względu na
trudną sytuację finansową naszej rodziny, TPD w Tomaszowie Mazowieckim otacza
nas ciągłą opieką i pomocą. Otrzymujemy wiele potrzebnych rzeczy do nauki,
dostaliśmy kurtki zimowe, szaliki i rękawiczki. Na święta Bożego Narodzenia i
Wielkiej Nocy otrzymujemy paczki żywnościowe i różne dary. Co roku obydwie
wyjeżdżamy na kolonie letnie. Podczas zimowych wieczorów często wspominamy w
domu, jak TPD pomaga nam w naszym życiu. Wychowująca nas siostra mówi, że jest
wielkim szczęściem to , że w Tomaszowie Mazowieckim istniej TPD-owska Świetlica.
Za wszystkie szczęśliwe chwile, pełne ciepła i radości, dziękujemy naszym
Opiekunom i Przyjaciołom z TPD.
Małgosia i Joasia Piekarskie
Ognisko TPD zawróciło mnie
ze złej drogi
Pierwszy raz przyszłam do Ogniska, gdy byłam w drugiej klasie szkoły
podstawowej. Przez pierwsze trzy lata chodziłam systematycznie do szkoły i do
Ogniska. Tutaj odrabiałam lekcje i brałam udział we wszystkich zajęciach,
uczyłam się piosenek i wierszy. Najbardziej lubiłam okresy przedświąteczne,
przygotowania do kolacji wigilijnej, czy śniadania wielkanocnego. Może dlatego,
że kryły się za tym niespodzianki, słodycze i prezenty, których w domu nie
miałam. Uwielbiałam wycieczki. Lubiłam gry, zabawy i rozgrywki sportowe. Gdy
byłam w klasie piątej, stała się rzecz straszna. Zaczęłam chodzić na wagary, nie
przychodziłam też do Ogniska. Imponowało mi towarzystwo starszych dziewczyn i
chłopaków. Czułam się dorosła. Zaczęłam palić papierosy i próbowałam pić
alkohol. Byłam zagrożona w szkole. Wtedy nadeszła pomoc ze strony moich pań
wychowawczyń z Ogniska, a dzięki nim także ze strony psychologa szkolnego i
pedagoga. Gdyby nie ich pomoc, skończyłabym źle. Na pomoc rodziny nie mogłam
liczyć. Wychowywała mnie babcia. Ojca nie znałam, a mama, która z nami
mieszkała, ciągle piła. W pewnym momencie zerwałam z tym towarzystwem, które
miało na mnie zły wpływ. Wróciłam do Ogniska z znowu poczułam się bezpiecznie.
Znalazłam tu spokój i ciepło. Obecnie jestem w ostatniej klasie Technikum
Gastronomicznego. Co jakiś czas wpadam do Ogniska. Jestem szczęśliwa, że mogę
się tu podzielić swoimi osiągnięciami i troskami. Niebawem wejdę w samodzielne
życie. Wiem, że gdyby nie pomoc TPD, moje życie potoczyłoby się zupełnie
inaczej.
A.Z. z Konina- Gocławic
Ognisko
w Płocku dobrze przygotowało swoich wychowanków do samodzielnego życia
Podczas
spotkania z trójką byłych wychowanków naszego Środowiskowego Ogniska
Wychowawczego PTD w Płocku dowiedziałam się, jak potoczyło się ich dalsze życie.
Każde z nich całkowicie się usamodzielniło, pracuje i jest zadowolone z obecnej
sytuacji. Wspominali swój pobyt w Ognisku i dziękowali za pomoc której doznali
od TPD w ciągu minionych lat. Agnieszka Mikina, lat ,jest mężatką i ma
dwóch synów. Pracuje jako ekspedientka w sklepie spożywczym w Płocku. Do Ogniska
przychodziłam z młodszą siostrą- mówiła-. Pamiętam wiele pięknych chwil tutaj
spędzonych, a najbardziej ogniskowe uroczystości . W czasie wystawiania Jasełek
grałam Matkę Boską, chociaż miałam wtedy nogę w gipsie. To przedstawienie bardzo
przeżywałam ,tak jak inne występ. Zawsze chcieliśmy dobrze wypaść przed gośćmi,
a przychodzili przedstawiciele władz miasta, nasi nauczyciele, rodzice,
opiekunowie z TPD i inni. Dzisiaj wiem-powiedziała- że każda dawana nam przez
wychowawców rada miała swoje przesłanie. Pamiętam o tym w wychowaniu swoich
synów. Nie raz im tłumaczę, że trzeba się uczyć i cytuję słowa, które głęboko
zapadły mi w pamięci ,że tego czego się nauczą, nikt im nigdy nie odbierze.
Agnieszka pracuje w sklepie, cieszy się ilekroć spotyka kogoś z pracowników
Ogniska. Nie tak dawno odwiedziła nas ze swoimi synami. Powiedziała, że czuła
się jak przewodnik oprowadzający wycieczkę, gdy opowiadała chłopcom o swoim
życiu w Ognisku.
Hubert
Gawski, lat 21.W Ognisku spędził 10 lat swego dzieciństwa . Ten okres
wspomina, jako czas pięknie i pożytecznie przeżyty. Obecnie jest pracownikiem
ochrony w dużych supermarketach w Płocku. Powiedział mi ,że bardzo dobrze
pamięta jak wychowawcy zachęcali nas do nauki i wzajemnej pomocy. Pamięta
organizowane konkursy z ortografii czy matematyki ,które w formie zabawowej
utrwalały naszą wiedzę. Zawsze będzie pamiętał swój wyjazd na zorganizowaną
przez TPD kolonię letnią do Niemiec. Ze wzruszeniem przypominam sobie, jak
zostałem odwieziony do Warszawy na zbiórkę dzieci wyjeżdżających do Niemiec i
piękne pożegnalnie słowa Pani Marii. Hubert jest w stałym kontakcie z naszą
tepedowską placówką.
Maciek
Popielski,lat 20. Do Ogniska został przyjęty w wieku 6 lat. Tu wychowywało
się także jego starsze rodzeństwo. Po ukończeniu szkoły zawodowej, pracuje w
jednym z zakładów fryzjerskich w Płocku. W Ognisku, na pierwszym miejscu było
stawiane odrabianie lekcji i nauka własna- przypomniał- Jednocześnie można było
liczyć na pomoc ze strony wychowawców. Dzięki tej trosce o naszą naukę, mogliśmy
likwidować zaległości i przechodzić z klasy do klasy. Na inne, niż nauka
zajęcia także było dużo czasu.. Maciek, jako wychowanek Ogniska, posiadał duże
zdolności manualne, uczestniczył w wielu pracach plastycznych.
Maria Bromczewska
Płock, 2008
Ognisko w
Piastowie stało się moją szkołą życia
Mój
kontakt z Towarzystwem Przyjaciół Dzieci zaczął się gdy chodziłam do trzeciej
klasy szkoły podstawowej. Niedługo przed świętami Bożego Narodzenia, jedna z
nauczycielek zaprowadziła mnie do Ogniska TPD. Wtedy jeszcze znajdowało się w
piwnicy jednego z bloków. Pamiętam, że pierwsza rzecz jaka mnie urzekła, to
gościnna atmosfera. Wszyscy przyjęli mnie z życzliwością, uśmiechem można
powiedzieć z radością. Tu poznałam później moich pierwszych przyjaciół. W domu
nie miałam warunków do nauki ani wypoczynku. Mieszkałam z czwórką rodzeństwa, a
wychowywała nas tylko mama. Tak naprawdę nikt się mną nie interesował, czułam
się bardzo samotna Nie miałam koleżanek i kolegów, a i z nauką nie szło mi
najlepiej. Do Ogniska przychodziłam więc chętnie, codziennie, głównie po to,
aby coś zjeść i odrobić lekcje. Z czasem zaczęłam rozwijać swoje
zainteresowania i umiejętności, uczestniczyłam w konkursach recytatorskich,
uczyłam się gotować, sprzątać. Ognisko stało się dla mnie szkołą życia.
Wspaniałe były okresy wakacji i ferii zimowych. Dzięki TPD po raz pierwszy
zobaczyłam morze i po raz pierwszy wędrowałam po górach. Dzięki wyjazdom na
kolonie poznałam wiele pięknych zakątków kraju. Podczas spędzania wakacji w
miejscu zamieszkania ,nawet tu w Piastowie mieliśmy urozmaicone zajęcia, np.
wyjazdy na basen, wyprawy do Warszawy i kina. Wyjeżdżaliśmy też do Serocka.
Dziś mam własną rodzinę, wspaniałego męża i śliczną dwuletnią córeczkę. Bardzo
się staram ,ażeby mojemu dziecku niczego nie brakowało.
Renata
G. Piastów, 2008
Ognisko
TPD w Kleczewie było moim drugim domem
Do
ogniska TPD w Kleczewie zacząłem uczęszczać w 2000 roku . Teraz mam 20 lat i
jestem absolwentem szkoły zawodowej- zdobyłem zawód kucharza. Często
wspominam czas spędzony w Ognisku, to był mój drugi dom, pełen ciepła i
spokoju. Nie chciało mi się stąd wracać do domu, bo ojciec był często pijany, a
mama zmarła gdy miałem pięć lat. W Ognisku czułem się bezpiecznie ,miałem z
kim porozmawiać i zawsze mogłem liczyć na pomoc ze strony wychowawców. Dzięki
pomocy w odrabianiu lekcji, uzyskiwałem corocznie promocję do następnej klasy.
W Ognisku odbywało się wiele ciekawych zajęć, np. plastycznych, muzycznych,
sportowych. Mnie zawsze pasjonował sport i tym zajęciom poświęcałem najwięcej
czasu. Pokochałem piłkę nożną i dziś gram w miejscowym klubie sportowym . To
się stało spełnieniem moich marzeń z dzieciństwa. Wspominam też wszelkie
ogniskowe uroczystości, a szczególnie śniadania wielkanocne i wieczerze
wigilijne z Mikołajem, ale także „Andrzejki”, „Dni Dziecka” i inne. Miałem w
swoim życiu chwile zwątpienia, ale Ognisko TPD nauczyło mnie, że nie wolno się
poddawać. Jestem niezmiernie wdzięczny ludziom prowadzącym tepedowską placówkę.
Tu dzieci otrzymują ciepło, serdeczność ,możliwość rozwijania zainteresowań ,a
wszystko to procentuje w przyszłości.
Łukasz M. –Kleczew, 2008
Ognisko
TPD w Kleczewie Pomogło mi w ukończeniu gimnazjum
Byłem
wychowankiem Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD w Kleczewie przez pięć
lat Do Ogniska zaprowadziła mnie moja matka zastępcza, bo sprawiłem problemy
wychowawcze. Po kilku wizytach w Ognisku doszedłem do wniosku ,że to miejsce
jest nie dla mnie. Nie mogłem się dostosować do panującego tu regulaminu. Kiedy
zauważyłem, że do Ogniska przychodzi coraz więcej dzieciaków z mojej szkoły,
postanowiłem pozostać. Jak się okazało, to było konieczne. Miałem ogromne
zaległości w nauce ,bo wagarowałem i nie potrafiłem znaleźć dla siebie miejsca.
Zacząłem uczęszczać do Ogniska systematycznie. Poczułem oparcie w
wychowawcach, zacząłem nadrabiać zaległości szkolne ,z czasem zacząłem robić
postępy. Dziś ,z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że Ognisko TPD pomogło mi
ukończyć gimnazjum.
Dawid B.- Kleczew,
2008
To, kim
jestem, zawdzięczam Towarzystwu Przyjaciół Dzieci
Do
Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD „Puchatek” w Olecku zaczęłam
uczęszczać jako 7-letnie dziecko i spędziłam tu swoje dzieciństwo aż do 17 roku
życia. Ognisko było dla mnie drugim domem, w którym spędzałam większość czasu po
zajęciach szkolnych. Zawsze był tu ktoś, kto pomógł mi przy odrabianiu lekcji.
Będąc wychowanką, brałam też udział w pracach Rady Ogniska . Dzięki temu
nauczyłam się samorządności i planowania zajęć. Wspólnie ustalaliśmy różnorodne
formy ciekawych zajęć i zabaw, w tym dyskoteki, konkursy, gry i inne ciekawe
zajęcia. Ponieważ ładnie śpiewałam, prawie zawsze wygrywałam w konkursach
piosenkarskich. Dzięki temu nabrałam pewności siebie i odwagi. Później
zaczęłam nawet występować w chórze kościelnym.. Najważniejsza dla mnie była
jednak atmosfera panująca w Ognisku „ Puchatek”. To dzięki ludziom, z którymi
spędzałam czas ,nauczyłam się rozmawiać o najtrudniejszych problemach i je
rozwiązywać. Nauczyłam się rozumieć innych, jak również wypowiadania swoich
myśli. Obecnie, jako 20 –latka kończę szkołę zawodową. Rozpocznę pracę jako
kucharka, ale zamierzam podjąć zaoczną naukę, tym razem w zawodzie kosmetyczki.
Dotychczas zrealizowałam swoje marzenia i wierzę, że osiągnę zamierzone cele.
To, kim jestem, zawdzięczam Towarzystwu Przyjaciół Dzieci, a szczególnie
ukochanemu „PUCHATKOWI”
Justyna Buraczewska Olecko, 2008
Jestem
wdzięczna za wszystko, co dostawałam od TPD
Jestem
wychowanką Środowiskowego Ogniska Wychowawczego TPD w Piątnicy koło Łomży.
Do Ogniska zaczęłam uczęszczać mając 9 lat. Obecnie jestem uczennicą klasy
trzeciej gimnazjum i będzie to mój ostatni rok pobytu w Ognisku . Nie ukrywam,
że będzie mi brakowało tego miejsca tak przyjaznego mnie i innym dzieciom. W
ognisku zawsze było ciepło i przytulnie. Przychodzę tu chętnie ,zwłaszcza po
śmierci mamy. W domu wychowuje mnie tata razem z babcią. Mam jeszcze dwóch
starszych braci i młodszą siostrę, która również uczęszcza do Ogniska. Tutaj
jest nam bardzo dobrze. W Ognisku odbywa się wspólne odrabianie lekcji, jest
pomoc ze strony Pani Wychowawczyni, tutaj jest posiłek i odbywają się różne
zajęcia. Organizowane są spotkania ogniskowe i przeróżne konkursy. Wychodzimy do
Teatru Lalek do kina .Co roku odbywają się spotkania z okazji Świąt Bożego
Narodzenia ,a wtedy jest uroczysta kolacja ,dzielenie się opłatkiem, są
życzenia, upominki i wspólnie przygotowywana Jasełka Bożonarodzeniowa. Za
pośrednictwem tego listu skierowanego do Redakcji "Ogniska " w Warszawie pragnę
wyrazić podziękowanie za to wszystko, co przez te lata TPD dla mnie zrobiło.
Monika Kopczewska z Piątnicy
Dzięki
TPD zostałam nauczycielką i tłumaczem języka niemieckiego
Jestem
nauczycielką języka niemieckiego w szkole średniej oraz tłumaczem przysięgłym
języka niemieckiego .Gdy byłam 11- letnią dziewczynką, po raz pierwszy za
pośrednictwem TPD w Zamościu wyjechałam na wakacje do Niemiec. Przez 3 tygodnie
przebywałam w niemieckiej rodzinie i spędzałam czas z rówieśniczką Katią ,córką
rodziny, która mnie gościła. Pomimo bariery językowej czułam się tam dobrze,
gdyż mama Katii troszczyła się o mnie nie mniej niż o własną córkę. Kilkakrotne
wyjazdy wakacyjne z TPD do zaprzyjaźnionej rodziny w Niemczech utrwaliły naszą
przyjaźń. Ostatni mój wyjazd miał miejsce, gdy byłam już prawie 18-letnią
dziewczyną . Wtedy już mieliśmy ułatwiony kontakt ze sobą ,gdyż w szkole
średniej rozpoczęłam naukę języka niemieckiego. Członkowie organizacji
niemieckiej, zaprzyjaźnionej z TPD w Zamościu, często bywali w Polsce .
Towarzyszyłam im przy odwiedzaniu rodzin polskich dzieci ,które podobnie jak ja
korzystały z wyjazdów do Niemiec. Służyłam im swoją pomocą w kontaktach
językowych. Przed maturą zdecydowałam się na kontynuację nauki w Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim wybierając filologię germańską . Na ten wybór miały
wpływ moje wakacyjne wyjazdy z TPD do Niemiec. Obecnie, pracując zawodowo,
utrzymuję kontakty z członkami niemieckiej organizacji współpracującej z TPD
oraz z zaprzyjaźnioną tamtejszą rodziną.
Aga z
Zamościa
Ognisko
TPD w Wołominie doprowadziło mnie do samodzielnego życia
W mojej
rodzinie zawsze było źle. Ojciec dużo pił, matka zupełnie sobie nie radziła. Ja
i moja siostra spędzałyśmy czas w świetlicy szkolnej, której nie lubiłyśmy.
Dzieciaki często się z nas śmiały, bo byłyśmy źle ubrane i na nic nie miałyśmy
pieniędzy. Pewnego dnia Pani pedagog przyszła do świetlicy i powiedziała nam, że
w mieście powstało Ognisko TPD, w którym możemy znaleźć opiekę po szkole do
późnego wieczora . Tak się też wkrótce stało.
W Ognisku
szybko się zorientowałyśmy, że zadane lekcje można tu odrabiać z przyjemnością,
bo zawsze można liczyć na pomoc Pań Wychowawczyń i odwiedzających nas studentek.
Oprócz codziennej pomocy w nauce, organizowano nam w Ognisku wiele atrakcyjnych
zajęć i przyjemności. Odbywały się rozgrywki sportowe , różne gry i zabawy,
tańce i śpiewy, wyjazdy do teatru i na wycieczki, wyjazdy nad morze i w góry.
Wspaniałe było to, że uczyłyśmy się coraz lepiej i że nigdy nie byłyśmy głodne.
Dziękujemy TPD za wszystko za serdeczną troskę, za pomoc w dojściu do
samodzielności. Ja obecnie pracuję jako urzędniczka i studiuję. Do moich
obowiązków należy przychodzenie z pomocą dzieciom i rodzinom potrzebującym
pomocy. Wywiązuje się z moich obowiązków najlepiej jak mogę.
Ala W.
Dzięki
pomocy TPD mogłem ukończyć studia
Byłem
wychowankiem Ogniska TPD w Wołominie .Dzisiaj jestem księdzem. Gdyby nie
wspaniali ludzie, którzy mi pomogli, nigdy nie spełniłyby się moje marzenia.
Zawsze chciałem być księdzem, ale wiedziałem, że trzeba dobrze i długo się
uczyć, tymczasem wychowywała mnie sama mama, rodzeństwo byłe liczne, nie było
więc łatwo. Dopiero Ognisko TPD dało mi to, czego nie mogła mi zapewnić rodzina.
W Ognisku było miejsce do nauki przy pomocy wychowawców i był przeznaczony czas
na wypoczynek. Dzisiaj jestem księdzem i myślę sobie, jak potrzebne są takie
tepedowskie placówki opiekuńczo-wychowawcze dla dzieci potrzebujących pomocy, a
potrzeb jest bardzo wiele. Ja w swojej
posłudze
duszpasterskiej zawsze szukam dzieci, którym mogę pomagać. Uważam, że mam
obowiązek spłacenia długu z lat dzieciństwa, kiedy to mnie i mojej rodzinie TPD
przychodziło z pomocą. Dziękując za wszystko, co mnie spotkało dobrego życzę TPD
samych prawdziwych Przyjaciół.
Rafał Z.
W Ognisku
dojrzewałem i uczyłem się, jak zostać porządnym człowiekiem
Byłem
uczniem trzeciej klasy szkoły podstawowej, w Sochaczewie, kiedy trafiłem do
Ogniska TPD przy ul. Chopina 99. Przez kilka lat stałem się więc wychowankiem
Ogniska. Obecnie kończę szkołę zawodową, zdobywam zawód piekarza, ale w dalszym
ciągu przychodzę do Ogniska. Jako wolontariusz nadal czuję się wychowankiem.
W Ognisku nauczyłem się pomagać słabszym, i wiem, że będąc biednym można pomagać
jeszcze biedniejszym. Tego nauczyły mnie moje Wychowawczynie. Nasze Panie, jak i
inni działacze TPD, są zawsze do dyspozycji dzieci, żyją naszymi problemami i
pomagają je rozwiązywać. Uczą się też, jak postępować, abyśmy wyrośli na
wartościowych i pracowitych ludzi. Tutaj w Ognisku wszystkie sprawy dzieci są
ważne.
W takiej życzliwej atmosferze łatwiej jest wychowankom przyznawać się do swoich
błędów i próbować je naprawiać. Osobiście jestem szczęśliwy, że ciągle jestem w
Ognisku ,w którym czuje się potrzebny, w którym dojrzewałem i uczyłem się , jak
zostać wartościowym człowiekiem. Takich miejsc potrzeba więcej, bo wokół jest
dużo dzieci pozbawionych ciepła i miłości najbliższych
Michał z
Sochaczewa
|